Make your own free website on Tripod.com

malarstwo amatorskie HENRYKA KRAJEWSKIEGO

Sielanka

KONIE
Sielanka
O mnie
Dla Syna
Wiersze
Pejzaze, psy, kwiaty i inne

naszarezydencja.jpg
NASZA WIEJSKA REZYDENCJA W TUCHLINIE

 
Babcia i dziadek mieszkają w Tuchlinie
A niedaleko rzeczka sobie płynie.
Mieszka tu również Figa i Wrona
Bardzo podobna do psiego ogona.
 
Żabki skaczą po ogrodzie,
Wrona moczy łapki w wodzie,
Figa biega jak wariatka
Raz do babci, raz do dziadka,
Warczy, szczeka, gryzie, drapie,
Sprawnie muchy w locie łapie.
 
Raz udało jej się nawet
Złapać osę bzykającą
Która żądło jej wpuściła
W samą mordkę szczekającą.
 
Czas upływa im wspaniale.
Będą żyli długo - kto wie?
Jeśli tylko będą dbali
O słabiutkie swoje zdrowie.
 
                                  Henryk Krajewski
                                   październik 1999 r.

figa_sroka_wrona.jpg
FIGA SROKA I WRONA

burka-i-stresik.jpg
NASZE KOTKI - BURECZKA I STRESIK

kora.jpg
K O R A - suczka ukochana

******************************

W R O Ń C I A

dentystka.jpg
WRONA DENTYSTKA

WROŃCIA - tak nazwaliśmy pisklę wrony szarej która, niechcący, stała się członkiem naszej rodziny przez okres siedmiu miesięcy. Została ona, w maju 1999 roku, znaleziona w polu przez dzieci sąsiadów. Była w stanie skrajnego wycieńczenia, pogryziona przez meszki, szczególnie w okolicach oczu. Otoczyliśmy ją troskiliwą opieką. Bez niczyjego udziału udało nam się ją wyleczyć i ogólnie, doprowadzić do normalnego stanu.
Wrońcia okazała się zwierzątkiem niesamowicie ciepłym, miłym i zaskakująco kontaktowym. Mieliśmy odczucie, że okazuje nam, na każdym kroku, wdzięczność za to, co dla niej uczyniliśmy. Była bardzo wesoła, zabawnie złośliwa i nader psotna. Musieliśmy przed nią ukrywać wszelkie przedmioty które się błyszczały. Najbardziej upodobała sobie łyżeczki do herbaty, które podstępnie zabierała ze stołu i zagrzebywała w piaskownicy.
Chętnie uczestniczyła przy pieleniu ogródka. Źdźbła chwastów, które wyrywałem i układałem obok grządki, natychmiast chwytała dziobkiem i w bardzo zabawny sposób, z podskokiem, odrzucała dalej.
Bardzo chętnie bawiła się z suczką FIGĄ. Zwykle prowokowała aby ją goniła, symulując ucieczkę. Czasem Fidze udało sie złapać Wrońcię za ogon, ale nigdy jej krzywdy nie zrobiła. Lubiła też "duszenie" przez moją żonę. Celowo przyfruwała w pobliże i czekała z wyciągniętą szyjką. Wówczas żona chwytała ją za szyjkę i lekko ściskała. Musiało to sprawiać jej przyjemność, bo wyraźnie upominała się o więcej.
WROŃCIA była ptaszkiem wolnym przez cały czas pobytu pod nasza opieką. Początkowo tylko, kiedy jeszcze nie umiała fruwać, na noc zamykaliśmy ją w kurniku, dla uchronienia przed lisam i kunami, które bardzo często nas odwiedzały.
Kiedy WROŃCIA nauczyła się fruwać, oczywiście przy naszym udziale, nawiązała kontakt z dzikimi wronami z jej gatunku, które przebywały w pobliżu. Jednak zawsze, na sygnał którym było wyciągnięcie ręki w górę, przyfruwała do nas, za co była częstowana kanisem.  Często też odbywała z nami piesze spacery. Zabawnie to wyglądało. Ja z żoną szliśmy przodem, za nami dreptała WROŃCIA, kotki BURECZKA i STRESIK oraz FIGA. Zawsze, przy tym, byliśmy pod stałą obserwacją dzikich wron, z którymi WROŃCIA się zaprzyjaźniła.
Pomimo, że traktowaliśmy ją jak własną, na równi z psami, kotami i innymi zwierzaczkami, zdawaliśmy sobie sprawę, że dla niej kontakt z innymi wronami był całkiem naturalnum i pożądanym odruchem i że kiedyś będzie musiało dojść do rozstania. Tak się też stało.
Miało to miejsce 4 stycznia 2000 roku rano, po upływie około siedmiu miesięcy prawdziwej przyjaźni. Ale fakt ten stał się tak szczególny, że nie zapomnimy go nigdy.
Otóż, tego dnia raniutko, WROŃCIA przyfrunęła do okna naszego mieszkania, usiadła na karmniku dla sikorek, czego nigdy nie robiła (!), i wyraźnie czekała na naszą reakcję. Wówczas otworzyłem okno, pogłaskałem ją, poczęstowałem kawałkiem żółtego serka, który bardzo lubiła, oraz kanisem, który również był jej przysmakiem. Nie przeczuwając niczego, zamknąłem okno, sięgnąłem po aparat fotograficzny i zrobiłem zdjęcie. Po chwili odfrunęła na pobliskie drzewo, na którym siedziały jej przyjaciółki, wrony. Po upływie kilku minut wszystkie jednocześnie się poderwały do lotu i odfrunęły. Wówczas zorientowaliśmy się, że było to, niechętnie przez nas oczekiwane, pożegnanie. Oczywiście, nie obyło się bez łez i wpatrywania się, przez dłuższy czas, w przestworza. Mieliśmy jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci. Niestety. Wrony należą do ptaków wędrownych.
Pozostało nam, na szczęście, jedynie kilka zdjęć, miłe wspomnienia, oraz, co najważniejsze, satysfakcja. Przecież uratowaliśmy jej życie. Uchroniliśmy przed najgorszym. Ale, przede wszystkim, pozwoliliśmy jej wrócić do Natury.
Być może, nasz pierwotny odruch, potrzeba uratowania życia, był wbrew naturze, bowiem przeszkodziliśmy naturalnej selekcji. Prawdopodobnie WROŃCIA była wyrzucona z gniazda z powodu białych piórek, które miała w skrzydełkach. Albinos? Możliwe. To tylko nasze przypuszczenie. Uważamy jednak nadal, że gdyby zdarzył się następny, podobny przypadek, postąpilibyśmy identycznie. Bo cóż jest ważniejszego od życia?

buziaczek.jpg
pieszczota

poczestunek.jpg
poczestunek

duszenie.jpg
duszenie

karmienie.jpg
karmienie

spotkanie_w_poziomkach.jpg
spotkanie w poziomkach

wizyta_pozegnalna.jpg
wizyta pozegnalna 4 stycznia 2000 r.

*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*

Kontakt:

zobacz księgę gości

dopisz się do księgi