
|
NASZA WIEJSKA REZYDENCJA W TUCHLINIE |
Babcia i dziadek mieszkają w Tuchlinie
A niedaleko rzeczka sobie płynie.
Mieszka tu również Figa i Wrona
Bardzo podobna do psiego ogona.
Żabki skaczą po ogrodzie,
Wrona moczy łapki w wodzie,
Figa biega jak wariatka
Raz do babci, raz do dziadka,
Warczy, szczeka, gryzie, drapie,
Sprawnie muchy w locie łapie.
Raz udało jej się nawet
Złapać osę bzykającą
Która żądło jej wpuściła
W samą mordkę szczekającą.
Czas upływa im wspaniale.
Będą żyli długo - kto wie?
Jeśli tylko będą dbali
O słabiutkie swoje zdrowie.
Henryk Krajewski
październik 1999 r.

|
FIGA SROKA I WRONA |

|
NASZE KOTKI - BURECZKA I STRESIK |

|
K O R A - suczka ukochana |
******************************
W R O Ń C I A

|
WRONA DENTYSTKA |
WROŃCIA - tak nazwaliśmy pisklę
wrony szarej która, niechcący, stała się członkiem naszej rodziny przez okres siedmiu miesięcy. Została
ona, w maju 1999 roku, znaleziona w polu przez dzieci sąsiadów. Była w stanie skrajnego wycieńczenia, pogryziona
przez meszki, szczególnie w okolicach oczu. Otoczyliśmy ją troskiliwą opieką. Bez niczyjego udziału
udało nam się ją wyleczyć i ogólnie, doprowadzić do normalnego stanu.
Wrońcia okazała się zwierzątkiem niesamowicie
ciepłym, miłym i zaskakująco kontaktowym. Mieliśmy odczucie, że okazuje nam, na każdym kroku,
wdzięczność za to, co dla niej uczyniliśmy. Była bardzo wesoła, zabawnie złośliwa
i nader psotna. Musieliśmy przed nią ukrywać wszelkie przedmioty które się błyszczały. Najbardziej
upodobała sobie łyżeczki do herbaty, które podstępnie zabierała ze stołu i zagrzebywała
w piaskownicy.
Chętnie uczestniczyła przy pieleniu ogródka.
Źdźbła chwastów, które wyrywałem i układałem obok grządki, natychmiast chwytała dziobkiem
i w bardzo zabawny sposób, z podskokiem, odrzucała dalej.
Bardzo chętnie bawiła się z suczką
FIGĄ. Zwykle prowokowała aby ją goniła, symulując ucieczkę. Czasem Fidze udało sie złapać
Wrońcię za ogon, ale nigdy jej krzywdy nie zrobiła. Lubiła też "duszenie" przez moją żonę.
Celowo przyfruwała w pobliże i czekała z wyciągniętą szyjką. Wówczas żona chwytała
ją za szyjkę i lekko ściskała. Musiało to sprawiać jej przyjemność, bo wyraźnie
upominała się o więcej.
WROŃCIA była ptaszkiem wolnym przez cały
czas pobytu pod nasza opieką. Początkowo tylko, kiedy jeszcze nie umiała fruwać, na noc zamykaliśmy
ją w kurniku, dla uchronienia przed lisam i kunami, które bardzo często nas odwiedzały.
Kiedy WROŃCIA nauczyła się fruwać,
oczywiście przy naszym udziale, nawiązała kontakt z dzikimi wronami z jej gatunku, które przebywały w
pobliżu. Jednak zawsze, na sygnał którym było wyciągnięcie ręki w górę, przyfruwała
do nas, za co była częstowana kanisem. Często też odbywała z nami piesze spacery. Zabawnie
to wyglądało. Ja z żoną szliśmy przodem, za nami dreptała WROŃCIA, kotki BURECZKA i STRESIK
oraz FIGA. Zawsze, przy tym, byliśmy pod stałą obserwacją dzikich wron, z którymi WROŃCIA się
zaprzyjaźniła.
Pomimo, że traktowaliśmy ją jak własną, na
równi z psami, kotami i innymi zwierzaczkami, zdawaliśmy sobie sprawę, że dla niej kontakt z innymi wronami
był całkiem naturalnum i pożądanym odruchem i że kiedyś będzie musiało dojść
do rozstania. Tak się też stało.
Miało to miejsce 4 stycznia 2000 roku rano, po upływie
około siedmiu miesięcy prawdziwej przyjaźni. Ale fakt ten stał się tak szczególny, że nie zapomnimy
go nigdy.
Otóż, tego dnia raniutko, WROŃCIA przyfrunęła
do okna naszego mieszkania, usiadła na karmniku dla sikorek, czego nigdy nie robiła (!), i wyraźnie czekała
na naszą reakcję. Wówczas otworzyłem okno, pogłaskałem ją, poczęstowałem kawałkiem
żółtego serka, który bardzo lubiła, oraz kanisem, który również był jej przysmakiem. Nie przeczuwając
niczego, zamknąłem okno, sięgnąłem po aparat fotograficzny i zrobiłem zdjęcie. Po chwili
odfrunęła na pobliskie drzewo, na którym siedziały jej przyjaciółki, wrony. Po upływie kilku minut
wszystkie jednocześnie się poderwały do lotu i odfrunęły. Wówczas zorientowaliśmy się,
że było to, niechętnie przez nas oczekiwane, pożegnanie. Oczywiście, nie obyło się bez
łez i wpatrywania się, przez dłuższy czas, w przestworza. Mieliśmy jednak nadzieję, że
jeszcze kiedyś wróci. Niestety. Wrony należą do ptaków wędrownych.
Pozostało nam, na szczęście, jedynie kilka
zdjęć, miłe wspomnienia, oraz, co najważniejsze, satysfakcja. Przecież uratowaliśmy jej życie.
Uchroniliśmy przed najgorszym. Ale, przede wszystkim, pozwoliliśmy jej wrócić do Natury.
Być może, nasz pierwotny odruch, potrzeba uratowania
życia, był wbrew naturze, bowiem przeszkodziliśmy naturalnej selekcji. Prawdopodobnie WROŃCIA była
wyrzucona z gniazda z powodu białych piórek, które miała w skrzydełkach. Albinos? Możliwe. To tylko nasze
przypuszczenie. Uważamy jednak nadal, że gdyby zdarzył się następny, podobny przypadek, postąpilibyśmy
identycznie. Bo cóż jest ważniejszego od życia?

|
pieszczota |

|
poczestunek |
|

|
duszenie |
|

|
karmienie |

|
spotkanie w poziomkach |
|

|
wizyta pozegnalna 4 stycznia 2000 r. |
*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*=*
|